Licznik:)

wtorek, 18 czerwca 2013

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Kat weszła do pokoju, w którym śmierdziało stęchlizną. Postawiła walizkę obok drzwi, które zaraz za sobą zamkneła i zawołała przyjaciółkę jednak nikt nie odpowiedział. Na stoliku znajdowały się porozrzucane kosmetyki, puste puszki po pepsi i opakowania po czipsach. Dziewczyna od razu skierowała się do okien, które otworzyła na oścież. Od razu zrobiło się lepiej. Odsłoniła zasłony i rozejrzała się po pokoju. Było gorzej niż sobie wyobrażała. A może chciała tylko w to wierzyć? Z łazienki usłyszała jak krople wody uderzają o umywalkę. Uchyliła drzwi od łazienki i ujrzał widok, którego się nie spodziewała. Było to zdecydowanie najbrudniejsze pomieszczenie jakie kiedykolwiek widziała. Wszędzie było mokro, ubrania leżały porozrzucane po całej podłodze, a liczne sterty śmieci wydawały się być wyższe od Mery, która siedziała na środku łazienki. Była ona blada, mizerna i....... cuchnąca. Kat usiadła obok przyjaciółki, chciała coś powiedzieć jednak nic nie chciało przejść jej przez gardło. Przytuliła się do dziewczyny, bała się o nią.
-To jest pewne? -zapytała Kat.
-Nie, ale ja to czuję.Czuję że coś tam we mnie się dzieje.
-Mery, to nie jest pewne a ty tak wyglądasz jak byś co najmniej straciła męża i piątkę dzieci przez Gestapowców! Ludzie nie takie mieli problemy...
-Co ty kurwa wiesz o ludzkich problemach?! Nic, rozumiesz- nic!
-Ale o co ci chodzi Mery? Nie krzycz!
-Zamknij się! Wszystko zawsze miałaś podłożone pod nos! Wszyscy chłopacy się za tobą oglądają! Rodzice kupują ci co chcesz! I ty mówisz że znasz się na ludzkich problemach? Jesteś do dupy! Rozumiesz? Jesteś zjebaną, rozpieszczoną smarkulą, która uważa że jej wszystko można! Jesteś zjebana i ...-Mery rozpłakała się na dobre. Nie była w stanie już nic mówić, a łzy płyneły same z siebie. Kat jeszcze raz przytuliła przyjaciółkę i powiedziała:
-Może masz i rację... -Mery spojrzał na nią dziwnym, przenikliwym wzrokiem- Nie, na pewno masz rację. Jestem zjebaną, rozpieszczoną smarkulą ale dobrze mi z tym. Jestem jak jestem ale się lubię. Zawsze, od kiedy się poznałyśmy, w momencie kiedy zwątpiłam w siebie ty mi pomagałaś. Moje zwątpienia na pewno nie były tak wielkie jak twoje teraz, ale było ich dużo... Często na ciebie krzyczałam, przezywałam cię, wrzeszczałam na ciebie, płakałam, cieszyłam się razem z tobą i było mi z tym dobrze, bo ty zawsze przy mnie czuwałaś. Co kolwiek zrobiłam byłaś przy mnie i we mnie nie zwątpiłaś! Nie myśl więc że jeżeli nawrzeszczysz na mnie to dam ci spokój! A nie, nie tak łatwo!
Mery już nie płakał. Z zapłakanymi oczami patrzył się na przyjaciółkę aż w końcu na jej ustach pojawił się  nikły uśmiech.
-Dziękuję!
-Spoko! :) Dobra, Mery trochę trzeba się ogarnąć. Ja pójdę posprzątać trochę pokój, a ty w tym czasie się wykąpiesz i doprowadzisz się do ogólnego stanu. Ok?
-Ok.
-Ale obiecaj. Że nie będziesz już płakać!
-Aha...
-Co?
- No obiecuję...
-Ale co?
- No obiecuję że nie będę już płakać.
-Co mówisz?
-Obiecuję że nie będę już płakać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz