ROZDZIAŁ PIĄTY
Impreza rozkręcała się w rekordowym tępię! Już po godzinie plac był cały wypełniony, a DJ zapuszczała coraz lepsze kawałki. Mery zaczęła szukać Stana, nigdzie jednak nie mógł go znaleźć.
"Chyba nie został sam w pokoju!?"- pomyślała i kiedy postanowiła pójść tam żeby się przekonać ktoś złapał ją za ramię. To był Josh!
-Zatańczymy? Po za tym, no wiesz trochę to może dziko wyglądać! No wiesz, to że przyszliśmy razem a nawet nie tańczyliśmy!
-W takim razie chyba nie mam innego wyjścia!
-No, raczej nie!
- Dość fajna imprezka!
-No, mi się bardzo podoba! Zresztą, jak się przychodzi z fajną osobą to zawsze jest fajnie!
-Haha! Dobrze wiedzieć!
-Trochę tu głośno, idziemy na spacer!?
-Właściwie to, a dobra!
-To może wezmę coś do picia! Co chcesz?
-Ok! Może być reds!
-Ok! Zaraz wrócę!
To była wyjątkowo ciepła noc, choć Mery cały czas czuła że coś wisi w powietrzu. Zaraz obok niej ustał Josh z dwoma napojami o jakie prosiła dziewczyna.
-Dzięki!
-Spoko!
Oboje milczeli, nikt nie wiedział co powiedzieć. Po dłuższym czasie milczenie przerwał Josh!
-Usiądziemy przy fontannie?
-Jasne!
W okole było niewiele osób, a jeżeli byli to tylko całujące się pary, zrobiło jej się trochę głupio.
-Pewnie wolałabyś być tu ze Stanem, co!?- usłyszała głos Josha.
-No, to znaczy, no wiesz ja i Stan...
-Tak, wiem! Ty też myślisz że jestem tu przez ojca?
-Szczerze? Troszkę!
-To nie prawda! Każdy tak mówi żeby mi dokopać!
-Ale, Josh ja, ja wcale tak nie pomyślałam.
-Wiesz jak ja tu pszyszłem pierwszy raz to nikt nie wiedział że my jesteśmy rodziną! Moja wycha pokapałą się dopiero pod koniec pierwszej klasie, i muszę przyznać że się strasznie zdziwiła!
-Aha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz